Dotyk anioła #6

spaghetti-1278854_1920

CZASAMI W ŻYCIU LOS POTRAFI ODMIENIĆ SIĘ NA NASZĄ KORZYŚĆ I TO CO PRAGNĘLIŚMY NAGLE OTRZYMUJEMY, A CO Z TYM ROBIMY?

 

ROZDZIAŁ II

Zajęłam dogodną pozycję, teraz mogę spokojnie czekać na niego. Boję się podejść bliżej choć chciałabym. Moje czekanie przerywa głód i kątem oka widzę jak ktoś wrzuca pół hamburgera do kosza, postanawiam wykorzystać tą okazję. Gdy wyciągam jedzenie obok mnie przechodzi „Dotyk Anioła”. Patrzę się mu głęboko w oczy. Oniemiałam i czuję, że sztywnieje. Nie chciałam aby zobaczył mnie jak grzebię w koszu. On chwilę przystaje ale jednak po sekundzie rusza dalej. Moja mina smutnieje, biorę jedzenie i coś każe mi iść w przeciwną stronę.

Co ja sobie myślałam, że on na mnie popatrzy jak na prawdziwą kobietę? Raczej będzie mu mnie co najwyżej żal, a najbardziej prawdopodobne, że będzie mną gardził jak inni. Idę kręcąc głową. Po chwili słyszę głos, odwracam się i przystaję.

-Przepraszam, jeżeli jest Pani głodna, to tu niedaleko mam swoją restaurację. Zapraszam, oczywiście na koszt firmy.

Czuję się potwornie skrępowana zaistniałą sytuację i kompletnie nie wiem co mam zrobić, jednak pod wpływem impulsu zgadzam się i odbąkuje:

-Dziękuję jest Pan naprawdę miły.

Dawno już nie słyszałam swojego głosu, jest on trochę dziwny. Zdecydowanie za mało mówię i za bardzo jestem odludkiem.

-Jestem Theo

Mój „Dotyk Anioła” ma takie ładne imię i zdecydowanie bardzo mu pasuje. Odpowiadam niepewnie.

-Lisa

-Chyba Cię już gdzieś widziałem ale nie wiem gdzie…

-Raczej jest to niemożliwe. Rzadko bywam w tej okolicy.

Chyba widzi, że coś kręcę i jestem wystraszona. Czuję się dziwnie mówiąc nieprawdę.

-Może jesteś do kogoś bardzo podobna…

Doszliśmy do restauracji. Wyciągną kluczyk i otworzył drzwi. Jakoś przedtem nie zauważyłam, że nikogo nie ma, może dlatego, iż byłam i w zasadzie jestem dalej potwornie głodna i na nic kompletnie nie zwracam uwagi, a tym bardziej gdy on jest blisko…

-Rozgość się

Odsuną mi krzesło przy jednym ze stolików we wnętrz restauracji. W tym dosyć dużym pomieszczeniu panuję ład i porządek. Ściany pomalowane są w odcieniach szarości i bieli, znajdują się na nich napisy, a w zasadzie życiowe motta typu „ You never give up”. Napisy są w kolorach białych i szarych, na ścianie białej są szare, a na szarej białe. Stoliki również są jasne, a krzesła przy nich w kolorze mahoniowym. W zasadzie nie powiedziałabym żeby to facet urządzał, raczej widzę tu rękę kobiety. Blat baru jest długi i ma kolor mahoniowy. Przy blacie znajdują się wysokie krzesła w kolorze białym. Z mojej analizy pomieszczenia wytrąca mnie jakże przecudowny głos.

-Co zjesz?

Zgłupiałam i nie wiem co tak naprawdę odpowiedzieć.

-No dobrze może chcesz Spaghetti?

Coś o tym słyszałam to chyba jest makaron z czymś.

-Rozumiem, coś innego?

-Nie, może być to o czym mówiłeś

Uśmiechnęłam się z niepewnością, co odwzajemnił.

-Poczekaj tu, a ja Ci przygotuje jedzenie, albo nie… chodź pokaże Ci zaplecze i pokaże jak się robi Spaghetti.

-Nie chce ci przeszkadzać. Poczekam.

Popatrzył się na mnie z pomarszczonym czołem i uśmiechną.

-Nie będziesz mi przeszkadzać… choć, choć.

Zgłupiałam… boję się, że zrobię coś z czego on będzie się śmiał i zobaczy, że ja tak naprawdę nic nie potrafię. Jednak postanawiam ruszyć za nim.