Dotyk Anioła #3

girl-1575756_1920

BY ŻYĆ TAK NAPRAWDĘ TRZEBA POZNAĆ BÓL, CIERPIENIE, STRATĘ, CHWILĘ RADOŚCI, A TAKŻE I SŁABOŚCI, CHWILĘ SZCZĘŚCIA…

W życiu przytrafiają nam się różne sytuacje, a najczęściej takie których się nie spodziewamy. Czy potrafimy radzić sobie wtedy, gdy coś jest dla nas cholernie ciężkie? Czy radzimy sobie z utratą czegoś bardzo cennego? A może nawet nie dostrzegamy jak coś tracimy lub nie chcemy dostrzec i z czymś się pogodzić…

Czas na trzeci fragment opowiadania o bezdomnej dziewczynie, która musi dać sobie w życiu radę sama. Czy tak będzie? Czy odnajdzie swoją ścieżkę? Czy ktoś udzieli jej pomocy?

Nadszedł wieczór, a dzień dziś dosyć szybko miną. Udaję się w kierunku oceanu na moją kąpiel. Nie pamiętam kiedy miałam styczność z wodą całym ciałem. Muszę w końcu to zmienić. Dziś nadszedł ten dzień kiedy zdałam sobie sprawę, że mimo iż jestem biedna mogę o siebie w jakiś sposób zadbać i chociaż może trochę lepiej wyglądać.

Ocean dziś jest dosyć spokojny, szum fal tworzy piękną melodię, która działa kojąco. Siadam na piasku i wpatruję się w to co mnie otacza, a wszystko jest bardzo piękne. Na szczęście nie ma tu ludzi. Postanawiam się rozebrać do naga i wejść do wielkiego oceanu. Woda jest naprawdę zimna, a falę obijają się o moje stopy. Powoli wchodzę głębiej, zanurzając ciało prawie do piersi. Przechylam głowę do tyłu by fala mogła mi zamoczyć włosy. Myję twarz z pamiętnego brudu ujrzanego w lustrze, w ogóle staram się umyć cała. Po dłuższej chwili robi mi się bardzo zimno, a usta ruszają się jak jakaś maszyna, która pracuje z ogromną prędkością. Wychodzę z wody, a w moim kierunku podąża dwóch mężczyzn. Wpadam w panikę, szybko ubieram płaszcz, a resztę rzeczy łapie w ręce. Zaczynam uciekać.

-Ej mała gdzie tak pędzisz? Zaczekaj!

Biegnę co tchu. Krzywo stawiam stopę i upadam twarzą w piach. Staram się szybko podnieść ale już nie zdążam. Zaczynam krzyczeć, a jeden z mężczyzn zatyka mi twarz i trzyma mnie całą siłą obezwładniając. Drugi rozpina rozporek i pochyla się nade mną rozszerzając mi nogi. Ciężko sapie w ogromnej panice. Jeden z nich cały czas coś do mnie mówi.

-No maleńka dziś jesteś moja. Mmm masz taką delikatną skórę.

Łzy zaczynają mi spływać po policzkach. Nie mam już siły na szarpanie się i tak wiem, że nic nie wskóram. Na moje szczęście ktoś nas oświetla latarką.

-Ej stary to policja, zwijamy się.

Obaj szybko zniknęli z pola mojego widzenia, a ja ze strachu zabrałam swoje rzeczy i schowałam się za jakimś ogromnym drzewem. Nogi podciągnęłam do klatki i zaczęłam płakać. Nie umiem powstrzymać łez, to było okropne. Nie dość, że i tak mam ciężko to teraz taki pech. Cała się ocieram i szczypie po dotyku tego obrzydliwego mężczyzny. Teraz dopiero czuję się naprawdę brudna… ale nie wrócę już do wody. Z tego stresu nagle zrobiło mi się gorąco. Zdałam sobie sprawę, że jestem tylko w płaszczu, więc postanawiam się ubrać.

Jest już późno, a ja nawet nie czuję, że chce mi się spać, wiem, że to z przypływu adrenaliny. Wracam na moje stare śmieci, pod moją kartonową kołderkę. Dalej szlocham. W końcu udaję mi się zasnąć…